Karate i aikido – podobieństwa i różnice


Aikido – sztuka walki wręcz mistrza Ueshiba, kiai – okrzyk w karate towarzyszący silnej technice; ai – harmonia, zgodny ze inna, własny, ki – energia wewnętrzna, do- droga życiowa.
Z zaciekawieniem przeczytałem artykuł Jacka Wysockiego na powyższy temat. I o ile potwierdzam przemyślenia autora co do podobieństw, o tyle, niestety, nie zgadzam się z różnicami, jakie mój szanowny kolega dostrzegł między tymi dwiema japońskimi sztukami walki. Co ciekawe, gotów byłbym podpisać się pod wszystkimi stwierdzeniami dotyczącymi aikido po zamianie słowa „aikido” na „karate”. Teza, że akurat aikido nie toleruje błędów, a w karate możliwe są błędy cząstkowe jest z gruntu nie przemyślana.
Żadna sztuka walki nie toleruje błędów technicznych czy timingu.
Źle wykonany rzut, lub dźwignia mogą również wywrzeć pewien efekt, np. przewrócenie przeciwnika i rzucającego, czy złamanie nadgarstka. Na błąd timingu -tzn. technikę spóźnioną, szczególnie nie mogą sobie pozwolić adepci tych sztuk walki, gdzie przede wszystkim zadaje się kopnięcia i uderzenia, a więc właśnie w karate, taekwondo czy kung fu. Cóż wart piękny, spóźniony blok, kiedy właśnie otrzymałem silne kopnięcie w krocze lub w twarz i wiozą mnie do szpitala? W walkach typu zapaśniczego, do których zalicza się aikido, judo, ju-jutsu początkowy błąd timingu można niekiedy nadrobić większą siłą przyłożenia, ponowną akcją wychylenia itp., jeśli oczywiście atakiem był uchwyt, a nie cios. Tak więc w przypadku błędu szczątkowy fragment techniki pozostaje tak samo w karate jak i aikido.
Jeśli chodzi o wyprowadzenie siły, to podstawy są jednakowe. Siłę generuje-my z nacisku całego ciała na podłoże (w stanie nieważkości nie są realizowane zasady ani karate ani aikido), a ruchy bioder napędzają całe ciało. Zarówno rzut aikido jak i cios karate rozpoczyna się ruchem bioder. Częstszym ruchem w aikido jest rotacja bioder i gwałtowne obniżanie ich, w karate przy ciosach dominuje szarpnięcie biodrem (wibracja), przy kopnięciach wyrzut bioder do przodu, a przy blokach skręt bioder czyli rotacja. Przyłożenie siły jest zawsze punktowe, z tym, że aikidioka działa na całe ciało przeciwnika rzucając go poprzez wychylenie i nagłą zmianę kierunku ruchu.
Teraz o aspekcie samoobrony. Karate wydaje się łatwiejsze w nauce samoobrony nie dlatego, że toleruje błędy cząstkowe (jak twierdzi Jacek Wysocki), bo ten aspekt wyjaśniłem powyżej, ale dlatego, że w nauce karate dominują (przynajmniej na początku) ruchy proste, łatwiejsze do opanowania niż złożone, koliste ruchy aikido. W aikido potrzebna jest bardzo dobra zwinność i zręczność, cechy motoryczne, które występują dość rzadko, a wytrenowanie ich jest dłuższe i trudniejsze niż siły, czy gibkości. Karate wygrywa to porównanie dzięki swojej prostocie i efektywności. W samoobronie od setek lat wiadomo, że łatwiej obezwładnić przeciwnika ciosem, a osoba słabsza fizycznie powinna prowadzić walkę na dystans i unikać kontaktu z napastnikiem, jakichkolwiek zwarć czy zapasów, gdzie bardzo dużą rolę odgrywa siła.
Jako wieloletni trener karate, mam pewien zarzut do treningów i pokazów aikido, jakie widziałem. O ile trening obrony jest perfekcyjny, o tyle do ataku przywiązuje się za mało uwagi, często jest on dyletancki i polega na lekkim poddaniu się akcji uke (np. oi-zuki pole-gające na wbiegnięciu w przeciwnika). Tego błędu nie powielają szkoły karate, wręcz przeciwnie, znam takie, w których z kolei za duży nacisk kładziony jest na techniki ofensywne, co często emanuje agresją. To wszystko nie upoważnia mnie jednak do tezy o większej skuteczności karate.
Na poziomie mistrzowskim, wszystkie japońskie sztuki walki są ekstremalnie skuteczne w samoobronie. Za błędy odpowiedzialny jest najczęściej człowiek, a nie styl walki, w którym jest wyćwiczony.
Zaawansowana sztuka karate nie jest też prosta, w niej również zawarte są trzymania obezwładniające, duszenia, rzuty, podcięcia i dźwignie. Wykonywane są one jednak twardziej i bardziej siłowo, niż ćwiczą to kontynuatorzy stylu mistrza Ueshiby, który w swojej karierze rzucał także mistrzów karate. Żeby jednak dorównać skutecznością twórcom aikido potrzeba wielu lat pracy i niemałej dozy talentu. Wszystkie te uwagi ośmieliłem się opublikować nie dlatego, żeby wykazywać wyższość karate nad aikido (co byłoby klasyczną dyskusją o wyższości Świąt Bożego Narodzenia nad Wielkanocą), ani też by krytykować mistrza aikido – Wysockiego, dla którego mam wielki szacunek. Ot, wydaje mi się, że temat jest na tyle ciekawy i obszerny, że Czytelnika zaciekawią również poglądy „z drugiej strony lustra”.
Co do efektów psychicznych i rozwoju duchowego całkowicie się podpisuję pod przemyśleniami Jacka Wysockiego. Działanie relaksowo-koncentrujące, antystresowe, weryfikacja własnej wartości i zasad wyznawanych, rozwój fizyczny i duchowy – to wszystko niesie za sobą wieloletni trening pod okiem dobrego instruktora. Trening czyni mistrza.