Shihan znaczy Profesor


„SHIHAN” znaczy PROFESOR

K. S.: Właściwie, co oznacza godność shihana w karate?

T. R: Użył Pan dobrego słowa „godność”. Jest to zaszczytny tytuł nadawany osobom, które prowadzą całą grupę karateków z czarnymi pasami w ramach jakiejś organi­zacji sztuk walki, kształtują oblicze karate zwykle na forum międzynarodowym i są au­torytetem dla wielu instruktorów.

K. S: Czy to jest wyższy stopień wtajemniczenia od tytułu „sensei”?

T. R: Dokładnie tak. Sensei to nauczyciel, mistrz, słowo używane powszechnie w Japonii w stosunku do nauczycieli, profesorów. Słowo shihan to echo dawnej Japonii. Nie wszyscy lubią ten tytuł i na przykład mój dawny nauczyciel ze stylu Shotokan, Hideo Ochi nie używa tego tytułu. To związane jest też z faktem, że w organizacji, którą reprezentuje  Japan Karate Association nie używa się tych tytułów. Ja jestem reprezentantem International Karate Association, gdzie występują tytuły: shidoin, sensei, shihandai i shihan. Ten ostatni to najwyższy tytuł w karate i rzeczywiście można go przyrównać do tytułu profesora w nauce. Oczywiście jest u nas najważniejsza osoba soke Takayuki Kubota, czyli twórca stylu i jest dwóch posiadaczy tytułu kancho  dyrektora (jeden w Japonii i jeden w Kanadzie, obaj Japończycy). Ich tytuły to jak stanowiska rektorskie na uniwersytecie.

K. S.: Czy tytuły związane są ze stopniami?

T R: Tylko pośrednio, tzn. nie można otrzymać danego tytułu bez wymaganego minimum szkoleniowego, wyrażającego się stopniem mistrzowskim dan. Ale tytuł musi nadać wielki mistrz lub grono mistrzów. W 1994 roku otrzymałem od mistrza Kuboty tytuł shihan. Myślę, że było to wtedy trochę na wyrost  miałem „zaledwie” piąty dan. Zresztą dyplom został mi wręczony dopiero dwa lata później. I tu rozpoczęła się w Polsce błazenada. Mianowicie nagle, jak grzyby po deszczu zaczęli wyrastać nowi shihanowie w naszym kraju. Ten tytuł może nadać tylko wielki autorytet w sztukach walki. Mistrz Kubota nosi tytuł soke  istnieje tylko jeden soke w stylu walki, takie tytuły przysługiwały Gichinowi Funakoshi w Shotokanie i Masutatsu Oyama w Kyokushinkai, tyle że oni już nie żyją. Soke Kubota uprawia karate ponad 60 lat… A tu nagle pojawiają się jacyś „biali”, niekiedy całkiem młodzi, którzy często nie widzieli Japonii na oczy albo „studiowali” sztuki walki na wycieczce turystycznej lub sportowej do Tokio i to są nowi soke, a ich przedstawiciele to oczywiście shihanowie.

Z kolei w Polskim Związku Karate przyjęto chyba zasadę, że każdy z 5 danem to shihan. Bardziej uczciwe, ale też niesłuszne. Zresztą komentarz pozostawiam Czytelnikom.

K. S.: Myślę, że te nadużycia tytułów wiążą się z silną komercjalizacją sztuk walki?

T. R: Niestety, tak. Zresztą „niepełna prawda” i tytułomania szerzą się od lat w naszym kraju.

K. S.: Czy zdobycie tytułu shihan wiąże się z jakimś egzaminem?

T. R: Bezpośrednio nie. Ale brany jest pod uwagę dorobek w sztukach walki i szacunek środowiska.

K. S.: Wiem, że Pana dorobek jest ogromny. Poza stopniem 6 dan, zdobytym niedawno w przeddzień Pucharu Świata w Karate jest Pan prezesem Polskiego Stowarzyszenia Karate, głównym instruktorem Warszawskiego Centrum Karate oraz wydawcą i autorem szeregu publikacji o sztukach walki. Czy możemy porozmawiać najpierw o Pańskiej działalności edytorskiej i autorskiej?

T. R: Napisałem trzy książki o karate: wydaną w 1991 „ Karate sztuka samoobrony kata”, w 1994 „Podręcznik karate” (wydanie drugie rozszerzone w 1998) oraz w 1997 „Kumite nie tylko dla czarnych pasów”. W tej chwili pracuję nad „Encyklopedią karate”, której wydanie opóźnia się już o kilka miesięcy. Czekam jeszcze na część zdjęć i rysunków i mam nadzieję, że jesienią książka wreszcie ukaże się. To duże dzieło zawierające 50 form karate z różnych stylów i nie chciałbym wydać je niestarannie.

Wszystkich czekających na tę pozycję gorąco przepraszam za opóźnienie. Oczywiście wcześniejsze zamówienia Czytelników „Samuraja” będą zrealizowane w pierwszej kolejności.

K. S.: Czy w pla nach wydawniczych ma Pan tylko książ ki? Słyszałem o tytułach multimedialnych?

T. R: Wydajemy wiele tytułów na wideo. Najbardziej popularne są ilustracje filmowe książek: „Wideo Podręcznik Karate” oraz „Wideo Podręcznik Kumite”. Jesienią ukażą się nowe tytuły o kata i kobudo. Pracujemy poza tym nad komputerowym CDromem. To będzie przebój pod koniec tego roku. Cały czas aktualizujemy nasze rozbudowane strony internetowe, z których sporo się można nauczyć.

K. S.: Jaki adres witryny?

T. R: Www. karate, com. pl albo www. karate, waw. pl albo www. karate, home. pl. Mamy też witryny na polboxie i kki.

K. S.: Czy mógłbym teraz prosić o komentarz do X Milenijnego Pucharu Świata Kuboty w Karate, w którym uczestniczył Pan ostatnio stojąc na czele reprezentacji polskiej?

T. R: Jak wiadomo Puchary te rozgrywane są w International Karate Association zwykle co trzy lata. Poprzedni w 1997 r. zorganizowałem w Warszawie. Są to de facto jedne z największych mistrzostw świata obok mistrzostw WKF. Gromadzą zawodników z wielu stylów. W tym roku w Los Angeles startowali zawodnicy z 30 krajów, a przybyło przeszło 30 mistrzów karate z różnych federacji ze stopniem od 6 dana wzwyż! Było to też wielkie święto mistrza Kuboty 10 dan  60 rocznica uprawiania przez niego karate i 47 rocznica istnienia International Karate Association. O randze imprezy i pozycji soke Kuboty niech świadczy fakt przysłania osobistych listów przez prezydenta USA, Billa Clintona, wiceprezydenta Al. Gora, gubernatora Kalifornii Graya Davisa, burmistrza Los Angeles Richarda Jiordana, członków Senatu i Kongresu USA, naczelnika policji i wielu postaci Hollywoodu z Jamesem Caanem i Arnoldem Schwarzeneggerem na czele.

K. S.: Podobno zna się Pan osobiście z Jamesem Caanem, niezapomnianym Sonny Corleone z „Ojca Chrzestnego”?

T. R: James, gwiazda Hollywood to wieloletni fan soke Kuboty, jego przyjaciel i uczeń w karate od 35 lat. Jest honorowym prezydentem IKA i ma tytuł sokedai (asystent, pomocnik soke). Mawia o sobie, że jest od czasu do czasu aktorem, za to przez cały czas uczniem Kuboty. Zarówno moja żona jak i ja mieliśmy przyjemność poznać go w 1994 roku, a teraz odnowiliśmy znajomość. W mojej książce „Kumite” jest zabawne zdjęcie  on w karategi, a ja w garniturze. Myślę, że na co dzień jest odwrotnie. Bądź, co bądź on pracuje w Hollywood, a ja co tydzień prowadzą 20 treningów.

K. S.: No właśnie wróćmy do karate. Zdobył Pan 6 dan  jeden z najwyższych stopni w renomowanych stylach japońskich, jakie zdobywają nieJapończycy. Czy dużo jest posiadaczy tego stopnia w Polsce i na świecie?

T. R: Chyba nie. Pomijam oczywiście różnych „oszołomów”, nadających sobie samodzielnie stopnie. Ale to jak w kawale o wariatach i „prawdziwym Napoleonie”. Ja znam czterech posiadaczy tego stopnia w naszym kraju w uznanych stylach japońskich karate: Andrzeja Drewniaka w kyokushinkai, Leszka Drewniaka i Wacława Antoniaka w shotokan oraz Włodzimierza Kwiecińskiego w karate tradycyjnym. O randze stopnia niech świadczy fakt, że soke Kubota nadał przez 47 lat istnienia federacji IKA tylko 12 szóstych danów, podczas gdy pierwszych ponad tysiąc.

K. S.: Słyszałem, że na 6 dan musiał Pan zdawać egzamin techniczny, tzn. z technik, form i walki?

T. R: Tak, z tego, co wiem, w innych stylach powyżej 4 dana są to nominacje za dorobek, u nas trzeba zdawać jeszcze egzamin. Ten dotyczył przede wszystkim kata i składałem go w obecności soke Kuboty i 12 shihanów z całego świata, którzy później zadawali mi różne pytania. Nie było to przyjemne uczucie, kiedy 13 ludzi wpatruje się w ciebie na egzaminie, ale tym bardziej sobie cenię zdobyty tytuł.

K. S.: Na zakończenie chciałem się spytać o wyniki i postawę Polaków startujących w X Pucharze Świata w lipcu w Los Angeles?

T. R: Chciałbym pochwalić postawę wszystkich reprezentantów

Polskiego Stowarzyszenia Karate na tym wyjątkowym turnieju: w kategorii dzieci i młodzieży  Łukasza Banasiewicza, Michała i Tomasza Malesy, Jakuba i Michała Piotrkowiczów, Adriana Winiarka i w kategorii seniorów Andrzeja i Tomasza Byjosów, Marcelego Bińkowskiego, Adama Gazdę, Wojciecha Juźwika oraz Jacka Lipińskiego. Młodszym naszym reprezentantom zabrakło trochę szczęścia do zdobycia medali, walczyli dzielnie z czarnymi pasami z całego świata, mimo że sami mają na razie pasy brązowe, w seniorach zdobyliśmy dwa srebrne medale: w kumite seniorów z czarnymi pasami Jacek Lipiński z Częstochowy i w kata kobudo Tomasz Byjos z Dąbrowy Górniczej. Za zawodników, którzy najlepiej walczyli i wykazali najlepszą formę uważam Wojciecha Juźwika i Jacka Lipińskiego.

K. S.: Udane starty za Wami, ma Pan zaszczytny 6 dan i co dalej?

T. R: Do pracy, wakacje się skończyły. Codzienne treningi w Warszawskim Centrum Karate, na które zapraszam wszystkich chętnych, szczególnie całe rodziny. No i wydanie wszystkich oczekiwanych tytułów. Szczegóły o zapisach do sekcji karate i samoobrony w Internecie i w warszawskim automacie telefonicznym 6161700.