Wciąż jestem uczniem – miniwywiad z Fumio Demura 8. dan


Rozmowa z Fumio Demura
Wciąż jestem uczniem

ADAM BANASZKIEWICZ: Sensei, to Pana pierwsza wizyta w Polsce?
FUMIO DEMURA: Tak, mimo że podróżuję po całym świecie. Jeszcze w tym tygodniu lecę do Japonii, a do Warszawy przyjechałem z Grecji.

Jak ocenia Pan seminarium?
– Polscy karatecy mają bardzo dobre podstawy. Dzięki temu mogą więcej skorzystać. Bardzo lubię uczyć, robię to od 30 lat. Nauczyłem się przy tym wielu języków. Zawsze lubię wtrącać słowa w języku kraju, w którym jestem.

Pracował Pan przy wielu filmach. Jak współpracuje się z aktorami?
– Wielu, którym pomagałem, znało przynajmniej podstawy karate. Zdarzały się jednak i takie sytuacje, że musiałem uczyć aktorów od zera. To dość męczące. Ludzie filmu bywają często nieuprzejmi. Raz miałem zagrać ochroniarza. Mój „szef” był ode mnie o dwie głowy wyższy. Zaczął się o to kłócić z reżyserem. Dopiero gdy się dowiedział, kim jestem, przyszedł z przeprosinami. Reżyser powiedział mu, żeby nie patrzył na wzrost, lecz na umiejętności.

Jak długo trzeba ćwiczyć, żeby osiągnąć Pański poziom?
– Zacząłem jako ośmiolatek, w Japonii. Pod okiem Taisaburo Nakamury szkoliłem się w kendo. Karate przybliżał mi Ryusho Sakagami. Teraz ja uczę innych, szkolę karateków na całym świecie, ale wciąż uważam się za ucznia. Sztuki walki to kształtowanie psychiki, stale dążenie do doskonałości, bez tego trening to tylko mechaniczne powtarzania układów.