Wywiad z shihanem Piotrkowiczem z 2000 r.


Shihan i jego uczniowie

Rozmowa z shihanem Tomaszem Piotrkowiczem, szefem Warszawskiego Centrum Karate, promowanym niedawno podczas Pucharu Świata w Karate na stopień mistrzowski 6 dan.

„Mieszkaniec”: Słowo karate niektórym starszym osobom kojarzy się z bijatyką albo wręcz z chuligaństwem. Co Pan na tó?

Tomasz Piotrkowicz: To oczywiste nieporozumienie, ponieważ karate jest japońską sztuką samoobrony z kodeksem moralnym i nauką samokontroli. Z takim myleniem przyczyny ze skutkiem miałem kiedyś do czynienia kiedy pewna staruszka wyjaśniała mi, że jeśli nie dawać psu wody. to zachoruje on na wściekliznę. Cierpliwie jej tłumaczyłem, że objawem wścieklizny jest wodowstręt.

„Mieszkaniec”: Wiemy, że mieszka Pan i prowadzi treningi na Saskiej Kępie. Kto uczęszcza na te zajęcia, przede wszystkim dzieci czy dorośli?

T.P.: Mamy w grupach treningowych zarówno przedszkolaków, jak i prezesów poważnych firm. Ćwiczą uczniowie, studenci, ochroniarze. Ja nauczam oryginalnego karate, takiego, jakie przekazują mi japońscy mistrzowie. W klubie nastawieni jesteśmy na rekreację całych rodzin. Dzięki specjalnemu programowi ćwiczeń na jednej sali mogą ćwiczyć ojciec i syn, oczywiście osobno.

„Mieszkaniec”: Co odróżnia Was od innych klubów sztuk walki?

T.P.: Przed wielu laty napisałem „Podręcznik karate”. Mówiąc krótko  dobry nauczyciel i wytrwały uczeń to podstawa opanowania jakiejkolwiek umiejętności.

„Mieszkaniec”: Stąd wynika chyba popularność Warszawskiego Centrum Karate. Właściwie, co oznacza godność shihana w karate?

T.P.: Użył Pan dobrego słowa „godność”. Jest to zaszczytny tytuł nadawany osobom, które szkolą instruktorów, stoją na czele organizacji, które kształtują oblicze karate także na forum międzynarodowym i są autorytetem dla wielu ćwiczących.

„Mieszkaniec”: Czy to jest wyższy stopień wtajemniczenia od tytułu „sensei”?

T.P.: Dokładnie tak. Sensei to nauczyciel, mistrz, słowo używane powszechnie w Japonii w stosunku do instruktorów, nauczycieli, profesorów. Stówo shihan to echo dawnej Japonii. To najwyższy tytuł w karate, pomijając twórcę danego stylu walki.

„Mieszkaniec”: Czy tytuły związane są ze stopniami?

T.P.: Tylko pośrednio, tzn. nie można otrzymać danego tytułu bez wymaganego minimum szkoleniowego, wyrażającego się stopniem mistrzowskim dan. Ale tytuł musi nadać wielki mistrz lub grono mistrzów. W 1994 roku otrzymałem od japońskiego mistrza Takayuki Kubota 10 dan tytuł shihan.

W lipcu tego roku stałem na czele reprezentacji Polskiego Stowarzyszenia Karate podczas X Milenijnego Pucharu Świata w Karate imienia mistrza Kuboty, który odbył się w Los Angeles. Właśnie z rąk tego mistrza, który jest jednym z najwyższych żyjących autorytetów w japońskich sztukach walki, otrzymałem stopień 6 dan. Ale dopiero po egzaminie przed gronem shihanów z całego świata.

„Mieszkaniec”: Gratulujemy. Czy nasza reprezentacja odniosła jakieś sukcesy sportowe na tak poważnej imprezie?

T.P: Puchary świata rozgrywane są co kilka lat, a w tym startowali zawodnicy z ponad 30 krajów. Oczywiście z samych Stanów Zjednoczonych było setki startujących. Zdobyliśmy dwa srebrne medale w konkurencjach seniorów. Bardzo dobrze wypadli też nasi najmłodsi reprezentanci. Jestem dumny, że wśród nich znaleźli się też moi synowie. Tym bardziej, że ich wyjazd związany był z wielkim wysiłkiem finansowym naszej rodziny. Okazuje się, że w Warszawie najtrudniej znaleźć sponsorów i najlepiej dofinansowani byli zawodnicy z głębi kraju.

„Mieszkaniec”: Czy wiele osób w kraju ma szósty dan?

T.P.: Chyba nie, skoro znam tylko pięć takich osób we wszystkich sztukach walki. Oczywiście pomińmy jakiś samuków typu nija czy uczeń Brce’s Lee. Takayuki Kubota nadał przez całe swoje życie (a uprawia ponad sześćdziesiąt lat) tylko dwanaście szóstych danów.

Na bankiecie wydanym na cześć mistrza Kuboty bawiło się 450 osób ze środowiska karate, gwiazdy Hollywood, w tym wieloletni uczeń mistrza, aktor James Caan, a także wielu „oficjeli” jak burmistrz Los Angeles, szef policji Los Angeles, kongresmeni. Odczytano również osobisty list gratulacyjny prezydenta USA, Billa Clintona. I ja miałem zaszczyt wygłosić przemówienie podczas bankietu i wręczyć mistrzowi medal wybity przez naszą mennicę z okazji przystąpienia Polski do NATO.

„Mieszkaniec”: Tym bardziej gratulujemy. Myślę, że do tematów związanych z Pańskimi osiągnięciami, jak też z sukcesami wychowanków Warszawskiego Centrum Karate jeszcze .. …iniit nu tamach naszego pisma.

T.P.: Dziękuję i zapraszam Czytelników „Mieszkańca” na treningi samoobrony do Szkoły Podstawowej nr 15 ul. Angorska 2 róg Saskiej we wtorki, czwartki od 17.30 Tel. 6161700, www.karate.com.pl

Piotr Stankiewicz